Radio Maryja
Radio Maryja
Komunikat dyrektora Radio Maryja o. Tadeusza Rydzyka dotyczący ataków na Radio Maryja
 
[wracam do głównej]

Tryptyk o Radiu Maryja (2)
Bronić i wspierać... Radio Maryja i jego środowisko
wobec aktualnych wyzwań

BRONIMY RADIO MARYJA


źródło:www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050905&id=my11.txt

Tryptyk o Radiu Maryja (2)
Apele o pojednanie w Polsce

Społeczeństwo polskie jest podzielone, a linie podziałów biegną przez różne środowiska, niekiedy przez nasze rodziny, obejmując wiele aspektów relacji międzyosobowych i społecznych. Podziały - zwłaszcza te najbardziej ostre i długotrwałe - mają niszczący wpływ na "tkankę" wspólnoty narodowej. Nic dziwnego, że wielu ludzi tęskni za jakąś formą jedności, a tym samym albo wzywa do pojednania, albo jest podatna na tego typu wyzwania, jakie płyną z różnych środowisk. Jest oczywiste, że duch pojednania powinien stanowić jedno z najważniejszych świadectw ludzi wierzących: kto wierzy w Chrystusa, Jego dar pojednania z Bogiem i ludźmi, nie może nie być "apostołem" pojednania w dzisiejszym świecie.

A jednak nie sposób nie odkryć i nie powiedzieć o tym wyraźnie, że we współczesnych apelach o pojednanie pojawiają się nazbyt często fałszywe nuty, że jawią się one jako niewiarygodne albo nawet niestosowne, kiedy wygłaszają je ludzie, którzy - jak się wydaje - nie mają moralnego prawa, by tego typu wezwania wygłaszać. Pojednanie stało się, co stwierdzam z ubolewaniem, sztandarowym hasłem środowisk, które wzywały i wzywają, byśmy "wybrali przyszłość", z nadzieją, że wówczas zapomnimy o ich niechlubnej przeszłości. Hasłowo traktują pojednanie także ludzie naiwni, również wierzący, którzy myślą, że jest to sprawa prosta i bezproblemowa, którzy tęsknią za jakąś "jednością moralno-polityczną narodu" z czasów Gierka i Frontu Jedności Narodowej.
Dzisiaj to wezwanie do pojednania zbiega się z obchodami 25. rocznicy strajków sierpniowych i powstania wielkiego ruchu "Solidarności". Warto je potraktować poważnie, ale jednocześnie z rozwagą. Rola środowiska Radia Maryja jest tu niezastąpiona i uważam, że budowanie prawdziwej jedności polskiego społeczeństwa na trwałych fundamentach pojednania jest jednym z najważniejszych zadań, jakie mamy do spełnienia. Nie powinniśmy pozwolić na to, by całkowicie fałszywe oskarżenia o to, że Radio Maryja i niektóre prawicowe ugrupowania dążą do skłócania społeczeństwa, zniekształciły nasze zatroskanie o prawdziwe pojednanie w Polsce. Jako wyznawcy Chrystusa, jako ludzie zawierzenia na wzór Jana Pawła II chcemy szukać dróg pojednania w duchu prawdy i wolności, w duchu sprawiedliwości i miłości.
Potrzebny jest w Polsce jakiś przełom, który nie tylko przezwyciężyłby dziedzictwo systemu komunistycznego, lecz także pozwolił odrzucić fałszywy fundament jedności społecznej, jaki wypracowano w ramach Okrągłego Stołu, a który całkowicie niesłusznie próbuje się zakonserwować na następne lata. Warto z tej perspektywy przyjrzeć się programom niektórych partii w wyborach parlamentarnych, a jeszcze bardziej niektórych kandydatów do urzędu prezydenckiego. To jest - sądzę, że tym razem rozpaczliwa i nieskuteczna - próba "ocalenia" układów, jakie zrodził Okrągły Stół i zbudowana na tym porozumieniu wizja pojednania czy też jedności Narodu (oni nie mówią o narodzie - więc lepiej: jedności społeczeństwa).

Będą chcieli wykorzystać do tego rocznicę "Solidarności".
Może się okazać, że Kwaśniewski i Cimoszewicz byli w solidarnościowym podziemiu i po cichu wspierali ten ruch; może się okazać, że od zawsze byli antykomunistami, a tylko z racji wallenrodyzmu pozostawali członkami partii komunistycznej. To nic, że w tamtych czasach korzystali ze wszystkich profitów nomenklatury komunistycznej, że jeździli sobie po świecie, korzystali z różnych stypendiów, że gadali niestworzone rzeczy na wszelkie formy opozycyjnego działania, że nawet jeśli nie zgadzali się z linią partii (niektórzy chcieli nawet ostrzej!), to w duchu oportunizmu korzystali z przywilejów kasty "właścicieli PRL". Dzisiaj - przybrani w stroje "demokratyczne" - wzywają do niepamięci lub pamięci wybiórczej. Ich życiorysy nie zaczynają się nawet w 1989 r., bo jeszcze wtedy byli zwolennikami Związku Sowieckiego i jego interesów w naszym kraju. Chcą, by uznawać jedynie ich - wątpliwe - "zasługi" dla Polski, kiedy to w 1993 r. po raz pierwszy doszli do władzy, a zwłaszcza kiedy Kwaśniewski wybrany został na prezydenta. Takie widzenie Polski było niestety wspierane przez środowisko "Gazety Wyborczej", która do dziś uważa, że wezwanie do lustracji i dekomunizacji jest przejawem "zoologicznego antykomunizmu". Czy ktoś jeszcze pamięta apel Michnika i Cimoszewicza zamieszczony przed laty w tym dzienniku, w którym to wizja pojednania była sprowadzona do porozumienia lewicy solidarnościowej z lewicą postkomunistyczną? Zdaje się, że w dzisiejszych wizjach pojednania, jakie płyną z tego typu środowisk, jest ona także ograniczona do tych grup ludzi. Kto by tam szukał pojednania ze środowiskami prawicowymi, kto by chciał pojednania ze środowiskiem Radia Maryja. Postawa Lecha Wałęsy, o którym pisałem wcześniej, jest tutaj przykładem: bliżej mu do Kwaśniewskiego niż do Radia Maryja, bliżej mu do niektórych postkomunistów aniżeli do kolegów z 1980 roku: Gwiazdy i Walentynowicz.
Jubileusz "Solidarności" jest bez wątpienia dobrą okazją do tego, by jeszcze bardziej intensywnie szukać dróg pojednania, choć warto uświadomić sobie, że prawdziwe przełomy w życiu człowieka, a tym bardziej w życiu takiej społeczności, jaką jest naród, rzadko zbiegają się z "okrągłymi" datami. Przełom, jaki może przynieść pojednanie, będzie raczej długotrwałym procesem, a pewne wydarzenia mogą jedynie umocnić dążenia tego typu. Można przy tym wskazywać na przegrane okazje; wydarzenia roku 1989 są tego jednym z najwymowniejszych przykładów: "elity" polityczne, które same się tak określiły po Okrągłym Stole, zlekceważyły to, co społeczeństwo powiedziało przez same wybory; zaczęto się układać ponad naszymi głowami i tak już zostało do dzisiaj. Dlatego konieczne jest dogłębne przemyślenie wielkiej kwestii pojednania.
Spróbuję przedstawić w tym miejscu najważniejsze aspekty "polskiego pojednania", koncentrując się zwłaszcza na jego fundamentalnych warunkach, na których powinno się opierać. Pragnę przy tym zaznaczyć, że pisałem o tym w formie publikacji naukowych i popularnonaukowych i być może ktoś zechce do nich zajrzeć ("Pojednanie Polaków: czy i jak możliwe?", "Ethos" 13:2000 nr 3 (51)
s. 155-168; "Przezwyciężyć przeszkody na drogach międzyludzkiego pojednania" [w:] "Wezwanie do pojednania w perspektywie Jubileuszu Roku 2000", red. J. Nagórny, K. Jeżyna, RW KUL Lublin 2000, s. 143-160). Jest oczywiste, że o tych sprawach trudno pisać bez osobistego zaangażowania, że bardzo trudno być bezstronnym. Świadom tego, spróbuję jednak odnaleźć bardziej uniwersalny punkt odniesienia; za taki uważam nauczanie Jana Pawła II, zwłaszcza jego przesłanie, jakie kieruje do rodaków. Jeśli potrafimy przyjąć jego wizję pojednania, będziemy współtworzyć nową jakość polskiego życia społecznego.
Szukanie dróg pojednania nie będzie nigdy realistyczne, jeśli w punkcie wyjścia nie uwzględni się tego wszystkiego, co stanowi trudności i przeszkody na drogach pojednania, a co wiąże się z dotychczasowymi sporami, urazami i podziałami prowadzącymi do rozbicia społecznego. Nie sposób w tej publikacji wskazać - choćby w skrócie - na wszystkie te sprawy, wydarzenia historyczne i konflikty społeczno-polityczne, które wyznaczają aktualną rzeczywistość Polaków potrzebujących pojednania i jedności. Mogę odnieść się tylko do niektórych problemów z mocnym podkreśleniem, że każda próba pojednania, która zlekceważy prawdziwe źródła owych podziałów, która nie będzie prowadzić do usunięcia ich przyczyn, będzie miała charakter albo pozorny, albo krótkotrwały.

W tym kontekście trzeba patrzeć na te fałszywe wezwania do pojednania, które odwołują się do hasła, że powinniśmy myśleć o przyszłości, a nie zajmować się przeszłością.
Nie jest bowiem prawdą, że wystarczy zapomnienie o przeszłości, że wystarczy ukierunkowanie energii społecznej ku przyszłości, aby rozpoczął się proces pojednania. Z perspektywy moralnej chodzi tu nade wszystko o właściwe (odpowiedzialne) podejście do zła z przeszłości, które stało się źródłem wielorakich podziałów. Dopóki nie nazwiemy po imieniu zła, które dotknęło życie Narodu zarówno w czasach komunistycznego reżimu, jak i po odzyskaniu niepodległości w ostatnich kilkunastu latach, niemożliwe będzie wyzwolenie się od tego zła, a bez tego wyzwolenia nie będzie możliwe prawdziwe pojednanie.
Stąd też jedną z przeszkód na drodze pojednania jest pokusa powierzchowności, której poddają się także ludzie dobrej woli. Wielu Polaków nie jest w stanie głębiej spojrzeć na czasy totalitarnego ucisku, nie jest w stanie osądzić sprawiedliwie systemu, który wówczas został narzucony Narodowi. Jedni nie potrafią tego uczynić, bo byli mniej lub bardziej związani z systemem, należeli do partii, czerpali z tego różnego rodzaju korzyści; inni - bo po prostu byli wówczas młodzi i próbowali coś osiągnąć, więc wydaje się im, że wskazywanie na zło tamtych czasów jest tożsame z kwestionowaniem ich osobistej przeszłości.
Są i poważniejsze przyczyny tego powierzchownego podejścia do osądów przeszłości. Ciągle blokowany jest na różne sposoby dostęp do wielu materiałów źródłowych z tamtego czasu, choć na szczęście powstały w ostatnim czasie znaczące wyłomy. Widoczna niechęć pewnych środowisk politycznych oraz opiniotwórczych, zwłaszcza mediów, ciągle nie pozwala na wyjście poza opisy pewnych zjawisk, w których nie pojawiają się nawet próby określenia zasadniczych przyczyn zła, które stało się źródłem podziałów. Dotyczy to również obecnych czasów, czego widomym przykładem są ataki na sejmowe komisje śledcze, płynące z lęku, że odkryją one prawdziwe oblicze "okrągłostołowej demokracji".

Narasta dzisiaj zjawisko, które nazwałbym próbą banalizacji zła.
Chodzi tu o coś więcej niż tylko o pomniejszanie znaczenia danego zła uczynionego przez konkretnych ludzi czy przez całe grupy ludzkie. Banalizacja zła polega przede wszystkim na niedostrzeganiu wpływu zła popełnionego w przeszłości na aktualną kondycję człowieka i danej społeczności. Muszę jednak dodać niewygodną dla nas prawdę, że to wielu z nas ponosi odpowiedzialność za tę "szarą strefę" i udawanie, że tak naprawdę nic się nie stało. To w imię tego fałszywego rozgrzeszania ludzi za rzekomo "drobne" grzechy zrodziło się społeczne przyzwolenie na obecność kłamstwa i korupcji w życiu publicznym. Kłamstwo w sprawie wykształcenia kandydata na prezydenta, a potem przyzwolenie na jego niegodne zachowanie na cmentarzu charkowskim czy też w sprawie kaliskiej ma dzisiaj swoje przedłużenie między innymi w aroganckiej odmowie stawienia się przed komisją śledczą. Ten rodzaj arogancji przejawia dziś inny kandydat na prezydenta, pełen zadufania, które płynie z przeświadczenia, że i jemu się upiecze, bo społeczeństwo jest nastawione permisywnie i wybaczy różnego rodzaju niejasności i jawne przekręty.
Jako teolog moralista wiążę tego typu postawy z szerszym - ogólnoświatowym - zjawiskiem utraty poczucia grzechu i winy, związanym z zaćmieniem i znieprawieniem ludzkich sumień. W tym kontekście warto przypomnieć słowa Jana Pawła II ze Skoczowa o tym, że "Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia" i że "czas próby polskich sumień trwa!". To znieprawienie sumień Ojciec Święty odniósł wówczas do czasów totalitarnych, kiedy to historia płynęła pod prąd ludzkich sumień: "W imię totalitarnych ideologii miliony ludzi zmuszano do działań niezgodnych z ich najgłębszymi przekonaniami. Wyjątkowo bolesne doświadczenia ma pod tym względem cała Europa Środkowowschodnia. Pamiętamy ten okres zniewalania sumień, okres pogardy dla godności człowieka, cierpień tylu niewinnych ludzi, którzy własnym przekonaniom postanowili być wierni" (Przemówienie "Polska potrzebuje dzisiaj ludzi sumienia" 22.05.1995, nr 7).
Ta totalitarna przeszłość miała i wciąż ma swój wpływ na czasy dzisiejsze. Jakże wymownie w tym kontekście brzmią słowa Jana Pawła II: "Tą ceną są niestety głębokie rany w tkance moralnej narodu, a przede wszystkim w duszach Polaków, które jeszcze się nie zabliźniły, które jeszcze długo trzeba będzie leczyć" (tamże). Osłabione i poranione przez system totalitarny sumienia Polaków mogą łatwo ulegać dzisiaj pokusie poddania się tym tendencjom, które prowadzą do utraty poczucia grzechu, poczucia winy za popełnione zło. Dlatego Ojciec Święty mówi, że pamięć o próbach sumień w tamtych czasach powinna być dla nas "stale aktualną przestrogą i wezwaniem do czujności: aby sumienia Polaków nie uległy demoralizacji, aby nie poddawały się prądom moralnego permisywizmu, aby umiały odkryć wyzwalający charakter wskazań Ewangelii i Bożych przykazań, aby umiały wybierać" (tamże).
Ta utrata poczucia grzechu, a tym samym odpowiedzialności osobistej za zło popełnione, prowadzi do tego, że widzi się zło z przeszłości, tylko nikt nie bierze za nie odpowiedzialności. Ktoś jednak tworzył te "struktury grzechu", te niegodziwe instytucje i niegodziwe prawa, którymi zniewalano Naród. Ktoś zabijał i wtrącał do więzienia niewinnych ludzi, ktoś demoralizował dzieci i młodzież przez ideologiczne naciski w szkole i mediach. Gdyby chociaż niektórzy z nich publicznie wyznali swoje winy i prosili o przebaczenie, z pewnością nasze społeczeństwo okazałoby się wystarczająco wielkoduszne i miłosierne. Ale gdzież tam! Buta i niegodziwe zachowanie oskarżonych w sprawie pacyfikacji kopalni "Wujek" jest jednym z najwymowniejszych przykładów, że wszelkie próby wybaczenia i pojednania byłyby w takiej sytuacji pustymi i jałowymi gestami. Takie przykłady można by mnożyć, ale wystarczy przywołać jedno nazwisko: Jaruzelski. Ten człowiek nigdy nie stanął w prawdzie i nie przyjął w jej świetle odpowiedzialności za to, że całe życie - na sposób janczarski - służył Sowietom. Jego próby usprawiedliwiania się mogą budzić litość, ale nie gotowość do miłosierdzia i przebaczenia.
Nie wolno się więc dziwić tym wszystkim Polakom (ani tym bardziej ich potępiać), którzy nieufnie odnoszą się do obecnych wezwań do pojednania, patrząc, jak wielu ludzi, którzy aktywnie uczestniczyli w budowaniu i podtrzymywaniu systemu totalitarnego zniewolenia Narodu, nie tylko nie ponosi żadnej odpowiedzialności prawnej, ale jednocześnie nie ma żadnego poczucia winy. Ci ludzie nie tylko nie żałują swojego udziału w systemie kłamstwa i zniewolenia, ale jeszcze buńczucznie przypisują sobie zasługi w tym, co ludzie w Polsce osiągnęli pomimo istnienia systemu komunistycznego. Trzeba jednocześnie dodać, że pełne pychy, a w skrajnych przypadkach bezczelne zachowanie się ludzi, którzy służyli w aparacie przemocy lub mieli aktywny udział w totalitarnym systemie władzy, bywało i bywa wciąż jeszcze wzmacniane przez pewne ośrodki medialne i polityczne, dla których każde krytyczne odniesienie do tego typu ludzi i ich zachowań, każde żądanie rozliczenia się z przeszłością jest traktowane jako zamach na demokrację, jako przejaw braku tolerancji i rzekoma niezdolność do przebaczenia i pojednania. To w duchu takiego fałszowania wizji pojednania oskarża się Radio Maryja, ilekroć z anteny płyną wezwania do sprawiedliwego osądu przeszłości, a więc także ukarania winnych. Atakujący pragną nam wmówić, że każde dążenie do poznania pełnej prawdy o PRL-u i szukanie odpowiedzialnych za ten system zniewolenia sprzeciwia się miłości chrześcijańskiej.

W świetle tej sytuacji trzeba naprawdę pytać o sens i istotę pojednania.
Wskazywanie na przeszkody i trudności nie oznacza wcale, że uważamy je za niemożliwe albo też odnosimy się do niego z niechęcią. Po prostu trzeba patrzeć na nie bardziej realistycznie, a przede wszystkim wskazać na istotne warunki, które muszą być spełnione, by proces pojednania - właśnie proces, a nie jednorazowy akt - był owocny i miał trwały charakter. Dla nas, ludzi wierzących, jest jasne, że tylko człowiek pojednany z Bogiem jest w pełni zdolny do pojednania z innymi ludźmi. A warunkiem pojednania z Bogiem jest wyznanie grzechów, przyznanie się do popełnionego zła, chęć poprawy i gotowość zadośćuczynienia. O tych istotnych warunkach pojednania zdają się zapominać nawet niektórzy wierzący i dlatego tak bezproblemowo widzą kwestię społecznego pojednania.
Powołują się przy tym na miłosierdzie, ale niestety źle interpretują ewangeliczną wizję miłosierdzia, którą tak wyraziście przekazywał nam Jan Paweł II. Próbuje się więc utożsamić miłosierdzie z przyzwoleniem na wszystko, a więc także z akceptacją zła, które zostało popełnione. Dlatego konieczne jest podkreślanie, że miłosierdzie - jako odmiana miłości - nie sprzeciwia się sprawiedliwości, nie znosi wymagań prawdy i sprawiedliwości. Miłosierdzie buduje się na sprawiedliwości, chociaż tę sprawiedliwość nieskończenie przekracza. Owszem trzeba również stwierdzić, że w kontekście zła, które istnieje dzisiaj w świecie, sama sprawiedliwość nie wystarczy. Jeśli jednak istotą miłosierdzia jest podnoszenie człowieka z jego wielorakich upadków (zarówno z materialnych trudności, które niszczą jego godność, jak i nade wszystko z jego upadków duchowych), to miłosierdzie nie może być nigdy zgodą na zło czynione przez człowieka. Jan Paweł II napisał w encyklice "O Bożym miłosierdziu", wskazując na przebaczenie jako drogę pojednania: "Tak szczodrze wymagane przebaczenie nie niweczy obiektywnych wymagań sprawiedliwości. Właściwie rozumiana sprawiedliwość stanowi poniekąd cel przebaczenia. W żadnym miejscu orędzia ewangelicznego ani przebaczenie, ani też miłosierdzie jako jego źródło, nie oznacza pobłażliwości wobec zła, wobec zgorszenia, wobec krzywdy czy zniewagi wyrządzonej. W każdym wypadku naprawienie tego zła, naprawienie zgorszenia, wyrównanie krzywdy, zadośćuczynienie za zniewagę, jest warunkiem przebaczenia" ("Dives in misericordia", nr 14). Niech te słowa wezmą pod uwagę ci wszyscy, którzy tak łatwo oskarżają o brak miłosierdzia tych, którzy domagają się sprawiedliwego osądu dla ludzi, którzy czynili zło w przeszłości. Kto zna prawdziwą wizję miłosierdzia, nie będzie nigdy oskarżał Radia Maryja za to, że domaga się rozliczenia z przeszłością w imię prawdy i sprawiedliwości.
Skoro jedną z najważniejszych przeszkód na drodze pojednania jest brak prawdy w relacjach międzyludzkich (dotyczy to zwłaszcza tej strony, która uczyniła zło), to podstawowym warunkiem pojednania jest uznanie zła w duchu prawdy. Wprawdzie cały proces pojednania jest jakąś próbą wzniesienia się ponad zło, które stoi u źródeł istniejącego podziału, ale wcale nie oznacza to zatarcia prawdy o tym złu. Dlatego też - jak pisze Jan Paweł II - "W każdym przypadku Kościół popiera pojednanie w prawdzie, wiedząc dobrze, że ani pojednanie, ani jedność nie mogą istnieć poza prawdą lub wbrew niej" ("Reconciliatio et paenitentia", nr 9). W nauce społecznej Kościoła podkreśla się wyraźnie, że prawda jest siłą i zarazem warunkiem pokoju. Ten pokój oparty na prawdzie nie byłby do pomyślenia bez pojednania.

Pojednanie na drodze prawdy jest nieodłączne od ducha miłości.
Albowiem tak jak miłość nie może istnieć bez prawdy, tak i przebaczenie, i pojednanie nie może się dokonać inaczej niż na drodze prawdy. Na kłamstwie i fałszu nie da się zbudować wspólnoty międzyludzkiej, gdyż są one źródłem podejrzeń i podziału. Można by wskazywać na liczne przykłady, jak manipulacja prawdą i zakłamanie relacji międzyludzkich - i to nie tylko w przeszłości - prowadzą do rozbicia społecznego i do naruszenia tak istotnej dla jedności pomiędzy ludźmi zasady wzajemnego zaufania. Ciągle aktualne są słowa Ojca Świętego wypowiedziane podczas drugiej pielgrzymki do Polski: "Cały Naród polski musi żyć we wzajemnym zaufaniu, a to zaufanie opiera się na prawdzie. Owszem, cały Naród polski musi odzyskać to zaufanie w najszerszym kręgu swej społecznej egzystencji. Jest to sprawa zupełnie podstawowa. Nie zawaham się powiedzieć, że od tego właśnie - od tego przede wszystkim: od zaufania opartego na prawdzie - zależy przyszłość Ojczyzny. Trzeba centymetr po centymetrze i dzień po dniu budować zaufanie - i odbudowywać zaufanie - i pogłębiać zaufanie! Wszystkie wymiary społecznego bytu, i wymiar polityczny, i ekonomiczny, oczywiście - wymiar kulturalny, i każdy inny, opiera się na tym podstawowym wymiarze etycznym: prawda - zaufanie - wspólnota" (Wrocław, 21.06.1983). A nam wciąż tak trudno zaufać wielu ludziom, zwłaszcza bezpośrednio uczestniczącym w polityce, bo nie potrafią żyć w prawdzie.
Prawdę o tym, że proces pojednania nie sprzeciwia się bynajmniej poszukiwaniu prawdy, ale wprost przeciwnie - domaga się prawdy, zwłaszcza o tym wszystkim, co stało się źródłem podziałów, trzeba szczególnie mocno przypominać Polakom dzisiaj, kiedy to w imię permisywizmu moralnego proces pojednania próbuje sprowadzić się tak często do zamykania oczu na zło (a w konsekwencji zamykania teczek, niedopuszczanie do ujawnienia wszechobecnej korupcji itp.). Co więcej, twierdzi się niekiedy, że pełne pojednanie domaga się rezygnacji z dochodzenia prawdy. Tymczasem, jeśli pojednanie ma być trwałe i skuteczne, dokonane zło powinno być rozpoznane i w miarę możliwości naprawione.
Warto też zwrócić uwagę, że brak prawdy, brak przyznania się do zła w duchu prawdy, utrudnia pojednanie nie tylko tym, którzy nie poczuwają się do żadnej winy. Także druga strona konfliktu i podziałów, która została dotknięta złem i która jest wezwana do wielkodusznego przebaczenia, staje przed wyjątkowo trudną sytuacją. Albowiem wezwanie do pojednania zostaje - jeśli się tak można wyrazić - "zranione" przez brak pokornego przyznania się do prawdy przez tych, którzy zawinili. Od strony psychologicznej jest zawsze łatwiej człowiekowi przebaczyć swemu winowajcy, jeśli ten uznaje zło, wyraża skruchę i próbuje jakiegoś zadośćuczynienia, aniżeli przebaczyć i pojednać się z kimś, kto butnie nie przyznaje się do winy.

Chciałbym mocno podkreślić, że pojednanie i przebaczenie,
zarówno w relacjach międzyosobowych, jak i w skali narodu, nie jest dla człowieka czymś spontanicznym i naturalnym, a w pewnych sytuacjach życiowych może nawet oznaczać postawę wprost heroiczną. Można tu tylko wspomnieć o bólu rodziców po zamordowaniu ich dziecka, o dramacie serca człowieka, który lata całe przecierpiał w komunistycznych więzieniach, a i potem był prześladowany. Nie wolno od razu potępiać takich ludzi, że nie są zdolni do przebaczenia i pojednania. Jakże ważna jest tutaj perspektywa chrześcijańskiej wiary, która uczy "zło dobrem zwyciężać". Pomni na Chrystusowe wezwanie do przebaczenia i na Jego wzór na krzyżu wszyscy Jego wyznawcy powinni zrozumieć, że przebaczenie, choć nastręcza tak wiele trudności, może stać się udziałem nawet serca rozdartego cierpieniem, zawsze w oparciu o tę Miłość, której źródłem jest właśnie krzyż Chrystusa.
Tylko miłość może sprawić, że człowiek będzie w stanie przezwyciężyć opory na drodze przebaczenia i pojednania. Szukanie dróg pojednania jest jednym z najtrudniejszych egzaminów z miłości. Jakże wymowne są tu słowa Jana Pawła II, który stwierdza: "Przebaczenie może się wydawać sprzeczne z ludzką logiką, bo ona często kieruje się zasadą rywalizacji i odwetu. Przebaczenie natomiast czerpie natchnienie z logiki miłości - tej miłości, którą Bóg darzy każdego człowieka, każdy lud i naród, całą ludzką rodzinę" (Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1997 "Przebacz, a zaznasz pokoju", nr 1). Jest to wezwanie także dla naszego środowiska: domagając się prawdy, powinniśmy mieć odwagę przyjmowania tej prawdy w duchu miłości.
Miłość, która jednak nie rezygnuje z upomnienia, przypomina, że przebaczenie jest oparte - jak o tym już była mowa - na prawdzie. Przypomina także, że miłość i miłosierdzie nigdy nie oznaczają rezygnacji z wymagań sprawiedliwości. Stąd też Jan Paweł II stwierdza, że "nie istnieje zatem żadna sprzeczność między przebaczeniem a sprawiedliwością. Przebaczenie bowiem nie usuwa ani nie umniejsza konieczności naprawienia zła, będącej nakazem sprawiedliwości, lecz zmierza do ponownego włączenia osób i grup do społeczności, państw do wspólnoty narodów. Żadna kara nie powinna deptać niezbywalnej godności winowajcy. Droga do skruchy i rehabilitacji musi być zawsze otwarta" (tamże, nr 6).

Polska potrzebuje dzisiaj stałego poszukiwania dróg jedności, pokoju i braterstwa w duchu tej miłości, której źródłem jest Chrystus.
Niezastąpiona jest tu rola Kościoła w kształtowaniu stylu życia, w którym będzie miejsce na przebaczenie i pojednanie w duchu miłości i miłosierdzia, a zarazem w duchu poszanowania prawdy i wymagań sprawiedliwości. Mówił o tym Jan Paweł II na polskiej ziemi: "Kościół nieustannie żyje Ewangelią pokoju. Głosi ją wszystkim ludom i narodom. Niestrudzenie ukazuje drogi pokoju i pojednania. Wprowadza pokój, burząc mury uprzedzeń i wrogości między ludźmi. Czyni to przede wszystkim przez Sakrament Pokuty i Pojednania, niosąc łaskę Bożego miłosierdzia i przebaczenia, dociera do samych korzeni ludzkich niepokojów, leczy zranione grzechem sumienia, tak że człowiek doznaje wewnętrznego ukojenia i staje się nosicielem pokoju. Kościół dzieli się też tym pokojem, którego sam na co dzień doświadcza w Eucharystii. Eucharystia jest szczytem naszego pokoju. W niej dokonuje się ofiara pojednania z Bogiem i braćmi, rozbrzmiewa Słowo Boże zwiastujące pokój, płynie nieustanna modlitwa: 'Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, obdarz nas pokojem'. W Eucharystii otrzymujemy dar samego Jezusa, który ofiaruje siebie i staje się naszym pokojem. Doświadczamy wówczas ze szczególną wyrazistością, że tego pokoju świat dać nie może, bo go nie zna (por. J 14, 27)" (Toruń, 7.06.1999, nr 2). Te słowa nabierają szczególnej aktualności w Roku Eucharystii, dlatego powinniśmy je przyjąć jako istotny wymiar naszej odpowiedzialności za misję Kościoła.
Dopiero z perspektywy chrześcijańskiej pojednanie między Polakami nabiera pełniejszego blasku i staje się w pełni możliwe. Jego fundamentem jest bowiem już nie tylko sam wysiłek ludzki, lecz także nadprzyrodzone wsparcie ze strony Boga. W niczym to nie pomniejsza potrzeby wysiłku ze strony Polaków, choć stale powinni oni pamiętać, że ich miłość i zdolność do pojednania są zranione przez grzech i potrzebują stałego oczyszczenia i pogłębienia, które ma swoje źródło w miłości Boga. Dla wyznawców Chrystusa jest rzeczą jasną, że źródłem wszelkiego rozdarcia we wnętrzu człowieka i wszelkich podziałów pomiędzy ludźmi jest grzech. Jeśli człowiek sprzeciwi się Bogu, jeśli odrzuci Jego miłość, jeśli nie będzie się starał na nowo powrócić do Boga, stanie się sam źródłem i narzędziem podziałów w relacjach międzyludzkich i w skali całego życia społecznego. Uświadomienie sobie tej prawdy pozwala nie tylko przyjąć, że początkiem wszelkiego pojednania między ludźmi jest nawrócenie do Boga i pojednanie z Nim, lecz także zrozumieć, że ten proces pojednania z ludźmi możliwy jest dzięki łasce Bożej.
Niech będzie wolno na zakończenie przypomnieć słowa Ojca Świętego wypowiedziane podczas II pielgrzymki do Polski, a wzywające do zwycięstwa w skali narodu. Ukazując powołanie Narodu Polskiego do zwycięstwa, Jan Paweł II stwierdził, że nasz Naród w ciągu swych dziejów odnosił różne zwycięstwa, ale także ponosił klęski. Dodał przy tym, że były to także klęski o charakterze moralnym. Tym bardziej Naród wezwany jest do zwycięstwa, które ostatecznie jest zwycięstwem moralnym: "Naród musi żyć o własnych siłach i rozwijać się o własnych siłach. Sam musi odnosić zwycięstwo, które Opatrzność Boża zadaje mu na tym etapie dziejów. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie chodzi o zwycięstwo militarne (...), ale o zwycięstwo natury moralnej. To ono stanowi istotę wielokrotnie proklamowanej odnowy. Chodzi tu o dojrzały ład życia narodowego i państwowego, w którym respektowane będą podstawowe prawa człowieka. Tylko zwycięstwo moralne może wyprowadzić społeczeństwo z rozbicia i przywrócić mu jedność. Taki ład może być zwycięstwem rządzonych i rządzących. Trzeba dochodzić do niego drogą wzajemnego dialogu i porozumienia" (Warszawa - Stadion Dziesięciolecia, 17.06.1983).
Trzeba widzieć pojednanie między Polakami jako zwycięstwo natury moralnej, a więc zwycięstwo, w którym nie ma zwycięzców i zwyciężonych, gdyż to cały Naród odnosi zwycięstwo. Ponieważ jednak chodzi o zwycięstwo o charakterze moralnym, to cały proces pojednania nie może pominąć żadnych wymagań natury moralnej, nie może się odbywać niejako "na skróty", nie da się go zapisać jedynie w kategoriach prawnych, nie jest też możliwe sprowadzenie go do procesu o charakterze jedynie społecznym lub politycznym. Moralne zwycięstwo odnosi ten, kto uznaje swoje winy, zadośćuczyni złu popełnionemu, przemienia się i wchodzi na drogę prawdy, sprawiedliwości i miłości. Moralne zwycięstwo odnosi także ten, kto temu procesowi nie przygląda się biernie, ale czyni wszystko, co możliwe, aby w życiu konkretnych Polaków i w skali Narodu zwyciężała prawda i miłość. Ostatecznym zwycięzcą jest Naród. Chociaż należy wierzyć w takie zwycięstwo, to nie wolno ukrywać, jak trudna i długa może być droga do jego urzeczywistnienia. Wszyscy potrzebujemy cierpliwości i wytrwałości, wszyscy potrzebujemy wielkoduszności i długomyślności.
ks. prof. Janusz Nagórny


źródło: www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050905&id=my11.txt


Serdecznie dziękując za te hojne datki, skromnie prosimy o dalsze wspomożenie!



 


Niech będą pochwaleni Ojcowie Toruńscy i Ich Najświętsza Rozgłośnia!

[drukuj]
[wracam do głównej]
[zamykam]
 
(c) Radio Maryja | 20.08.2003 | tel. +48 56 6552361 | radio@radiomaryja.pl
ul. Żwirki i Wigury 80, 87 - 100 Toruń