---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
wracam do głównej
Marcin Kowalski

Anna Sobecka - spikerka Ojca Dyktatora



Przed ostatnimi wyborami dyrektor Radia Maryja zadeklarował z anteny: - Zagłosuję na Annę Sobecką
".

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Spikerka Ojca Rydzyka

TEKST: Jacek Hołub, Marek Sterlingow, Marek Wąs 11-03-2006, ostatnia aktualizacja 09-03-2006 18:31

Przed ostatnimi wyborami dyrektor Radia Maryja zadeklarował z anteny: - Zagłosuję na Annę Sobecką


Posłanka LPR uśmiecha się, kiedy opowiada o swoim jedynym wnuku rocznym Mateuszku. Na policzkach robią się jej wtedy dołeczki, a oczy błyszczą.

- To mój kochany skarb. Jak mnie zobaczy, z daleka krzyczy: 'Bacia Ania!'. Ja kocham dzieci, swoją rodzinę i wszystkim ludziom życzę jak najlepiej.

- To dlaczego tak wielu ludzi nie znosi Pani? Pani i ojca Rydzyka?

- Niektórzy wręcz go nienawidzą - Anna Sobecka ścisza głos, jakby wyjawiała tajemnicę. - Ja myślę, że to zazdrość. Zazdroszczą nam wiary, wartości, tych moralnych drogowskazów, które pozwalają uczciwie iść przez życie. Zazdrość... W niektórych ludziach jest taki zwierz! A ja znam dobrze ojca Tadeusza: to bardzo ciepły, otwarty na ludzi człowiek, człowiek głębokiej wiary. Ma niesamowity charyzmat przygarniający, jest bardzo czuły na ludzkie potrzeby, na biedę. Ma w sobie takie coś, że potrafi zarazić do idei, przyciągnąć tłumy. Przy tym ma wielki talent organizacyjny, czego wszyscy mu zazdroszczą. A ludzi poznaje po oczach. Raz spojrzy i już wie, czy można takiej osobie zaufać.

- Jak Pani sądzi, skąd ta zdolność?

- To jest boża tajemnica.

Awantura o Anie

Gdy w styczniu tego roku liderzy LPR ogłosili, że Anna Sobecka jest ich kandydatką na rzecznika praw dziecka, sejmowi liberałowie pukali się w czoło. 'Nawiedzona', 'mama Rydzyk' - można było usłyszeć z ust polityków PO i SLD.

Potem rozeszła się plotka, że Jarosław Kaczyński gotów jest dać Sobeckiej stanowisko rzecznika w zamian za jej przejście z LPR do PiS.

A później zaczął się bałagan.

PiS uparł się przy swojej kandydatce posłance Annie Pakule-Sacharczuk, LPR - przy Sobeckiej. Przed przesłuchaniem przez sejmową komisję Sobecka się wycofała. Po dwóch dniach zmieniła zdanie i stwierdziła, że chce być rzecznikiem. Na to nie zgodził się już Konwent Seniorów.

Sobecka wywołała salwę śmiechu, gdy z sejmowej trybuny tłumaczyła, że jej kandydatura jest ważna, bo pismo o rezygnacji to było ksero. Skoro nie ma tam jej oryginalnego podpisu, to rezygnacja się nie liczy.

Awantury ciąg dalszy: Giertych ujawnia, że PiS zobowiązał się poprzeć Sobecką w zamian za poparcie LPR dla kandydata PiS na rzecznika praw obywatelskich.

Efekt - żadna z kandydatek nie uzyskuje większości, procedurę wyboru rzecznika trzeba zacząć od początku.

- Media jak zwykle nakłamały w całej sprawie - denerwuje się Sobecka. - Prawda jest taka, że jestem odpowiednią kandydatką na rzecznika, bo wychowałam dwójkę dzieci i mam doświadczenie. Przed wojną obowiązywała dobra zasada, że położną mogła być tylko kobieta, która sama jest matką. A to, co robią media, to zwykłe jątrzenie, wbijanie klina między LPR a PiS.

Jestem brzydka i źle mnie filmują

Anna Sobecka nie znosi dziennikarzy, z wyjątkiem tych z Radia Maryja, TV Trwam i 'Naszego Dziennika'. Udzielenie wywiadu 'Gazecie Wyborczej' początkowo absolutnie nie wchodziło w grę.

- Ja o swoich poglądach mówię publicznie tam, gdzie powinnam - rzuciła do słuchawki, gdy po raz pierwszy próbowaliśmy się z nią umówić. - A już do waszej gazety na pewno nie jestem właściwą osobą. Poza tym jestem nieciekawa i brzydka.

- Ależ Pani Poseł, o nikim nie można tak mówić...

- O... ja już wiem, jak mnie się pokazuje. Kamerę prawie na kolanach położą, żeby twarz jak najbrzydziej pokazać. Albo z góry, żeby pogrubić. O rozmowie nie ma mowy.

Postanowiliśmy zadziałać inaczej. Anna Sobecka należy do posłów, którzy regularnie i bez wyjątków spotykają się z wyborcami na dyżurach.

W poniedziałek o jedenastej stawiamy się więc w toruńskiej siedzibie Lasów Państwowych, od których posłanka wynajmuje trzy niewielkie pokoje. Przed drzwiami jej biura kilkuosobowa grupka starszych, skromnie ubranych pań i dwóch mężczyzn w średnim wieku. Część czeka na rozmowę z posłanką, część chce się dostać do zatrudnionego przez nią prawnika, który bezpłatnie udziela tu porad.

Drzwi do pokoju prawnika od dłuższego czasu są zamknięte.

- Ta, co weszła, to chyba całe swoje życie opowiada - narzeka pani w filcowym kapeluszu.

- No, ostatnio jak byłam, to ona też przyszła i godzinę siedziała - dodaje inna, w futrze z norek.

Do rozmowy wtrąca się mężczyzna: - Cieszcie się, kobiety, że tu w ogóle ten prawnik jest. Inny poseł toby za te pieniądze samochód sobie kupił.

Czekamy prawie godzinę. W końcu nasza kolej, ale prawnik uprzedził posłankę o nietypowo wyglądających gościach. Anna Sobecka wychodzi ze swego biura, a gdy się przedstawiamy, całym ciałem barykaduje drzwi: - Mówiłam przez telefon, że się nie zgadzam.

- Jechaliśmy z Gdańska trzy godziny, taki mróz, odprawi nas Pani, nawet nie częstując herbatą?

- ...Wejdźcie.

Recepta na rozwody

Z radiomagnetofonu cicho sączy się głos Radia Maryja. Posłanka, która sama przez osiem lat była lektorem u ojca Rydzyka, upewnia się, że jesteśmy katolikami, ale chyba nie dowierza, bo wyłącza radio.

Na ścianach, półkach, biurku, na ściennym zegarze wizerunki Matki Boskiej. Prócz tego reklamy i informatory Radia Maryja, figurka świętego Jerzego zabijającego smoka i portrety papieży - Jana Pawła i Benedykta.

- Ani słowa o polityce - zastrzega posłanka.

Rozmawiamy więc o szczęściu, wartościach, moralnych drogowskazach. Pytamy o to, o co wolno.

- Może jakieś konkretne rady, np. co zrobić, żeby ludzie się nie rozwodzili? Teraz tyle rozwodów w Polsce.

- To proste, receptą jest narzeczeństwo - odpowiada Anna Sobecka. - Trzeba czasu, żeby dziewczyna sprawdziła, czy narzeczony nie jest pijak, narkoman, czy jest odpowiedzialny i będzie dbał o utrzymanie rodziny. Co to znaczy niezgodność charakterów? Widać dwojgu ludziom zabrakło czasu, żeby się dobrze poznać.

- A seks przedmałżeński?

- A po co?! - posłanka jest wyraźnie zaskoczona.

- No, żeby się dobrze poznać.

Anna Sobecka śmieje się, pokazując swoje dołeczki. - Seks przed małżeństwem jest tylko przeszkodą - tłumaczy już poważnie. - Przecież czym dłużej mężczyzna powstrzymuje się, tym bardziej wyrabia swój charakter. A charakter z kolei potrzebny jest, żeby wytrwać w miłości przez lata. Bez tego nie ma rzeczy najważniejszej - rodziny, wychowania dzieci. To dom kształtuje człowieka jak nic innego. Do końca życia.

Po kryjomu ochrzciliśmy dzieci

Anna Sobecka, z domu Stramowska, przyszła na świat w 1951 r. w Piotrkowie Kujawskim.

- Rodzice byli głęboko wierzący, moim ojcem chrzestnym był ksiądz dziekan Adam Krajewski - wspomina, ale po następnym zdaniu już milknie: - Miałam dwie siostry, jedna zmarła.

Po naukę wyjechała do Torunia. Studium medyczne, potem studia na Wydziale Chemii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Pierwsze zajęcie zaraz po studiach - praca laborantki w szpitalu wojskowym. Od 1975 r. spędziła tam 12 lat. W tym czasie wyszła za mąż za Witolda Sobeckiego, zawodowego żołnierza. W 1976 r. urodziła się córka Joanna, rok później syn Tomasz.

Nadejścia i upadku 'Solidarności' nie zauważyła.

- W latach 80. Toruń był silnym ośrodkiem opozycji antykomunistycznej, ale o Sobeckiej nikt wówczas nie słyszał - mówi Stanisław Śmigiel, znany na Pomorzu działacz pierwszej 'Solidarności'. - Co miała robić, jak jej mąż był oficerem Ludowego Wojska Polskiego i członkiem partii?

W PRL Sobecki dosłużył się stopnia podpułkownika. W wolnej Polsce poszedł na emeryturę.

- Myśmy za komuny chodzili na msze, ale się z tym nie afiszowaliśmy - mówi Sobecka. - Po kryjomu ochrzciliśmy dzieci. Wiadomo, jakie były czasy. Mąż utrzymywał rodzinę, więc musieliśmy być ostrożni. Wywieźliśmy dzieci za Toruń, ochrzciliśmy je za jednym razem.

Gdzie to było, posłanka nie chce zdradzić.

Szczęście w Peerelu

W szpitalu po raz pierwszy spróbowała pracy pedagoga. Do laboratorium przychodzili studenci, zajmowała się nimi laborantka Sobecka. W 1988 r. skończyła Podyplomowe Studium Edukacji Dorosłych przy UMK i dostała posadę nauczycielki w toruńskim 'medyku'. Od 1990 r. przez cztery lata była tam dyrektorem.

- Lata 70.-80. to najpiękniejszy okres w moim życiu z uwagi na dzieci. Chyba każdy tak ma, kilkuletnie dzieci są najwspanialsze. Ale zawodowo najlepiej wspominam pracę w szkole. Lubiłam to. No i wydaje mi się, że uczniowie też mnie lubili.

- Dwa razy byłem u niej na dywaniku - wspomina Karol, absolwent Medycznego Studium Zawodowego z 1992 r. - Raz, bo nie chciałem przerzucać węgla do szkolnej kotłowni. Drugi, kiedy z klasą uciekliśmy w pierwszy dzień wiosny z lekcji z księdzem. Sobecka sprowadziła księdza do szkoły, żeby mówił nam o etyce. Z nią nie było dyskusji. Jak kazała, tak miało być. Nie powiem, żebyśmy za nią przepadali. Nikogo nie zdziwiło, jak usłyszeliśmy ją potem w radiu Rydzyka.

Koleżanka po fachu

- Spikerem Radia Maryja zostałam trochę przez przypadek - opowiada posłanka. - W 1992 r. na antenę zaprosili mnie znajomi z mojej parafii, świeccy współpracownicy radia.

Sobecka zapowiadała programy stacji od popołudniowej modlitwy do wieczornych 'Rozmów niedokończonych'.

- Czytanie serwisów, ale przede wszystkim wspólna modlitwa ze słuchaczami to było naturalne uzupełnienie mojej religijnej praktyki - wyjaśnia. - No i w końcu stałam się waszą koleżanka po fachu, dziennikarką.

Na początku współpracy z Radiem Maryja ukończyła działające przy rozgłośni o. Rydzyka Katolickie Podyplomowe Studium Dziennikarstwa. To samo, którego absolwentką jest posłanka do Parlamentu Europejskiego i współpracowniczka Radia Maryja Urszula Krupa. Oprócz zawodu analityka medycznego, nauczyciela i dziennikarza Sobecka ma uprawnienia instruktora naturalnego planowania rodziny według metody profesora Rotzera. To tzw. metoda objawowo-termiczna - kobieta określa dni płodne, obserwując organizm i codziennie mierząc temperaturę w pochwie.

Dopóki Sobeckiej nie pochłonęły obowiązki posła, pracowała jako konsultant w poradni rodzinnej przy Parafii Garnizonowej w Toruniu. Metodę prof. Rotzera propagowała tam jako najlepszą, bo pozostającą w zgodzie z nauką Kościoła.

- Problemem w Polsce nie jest zapobieganie ciąży, tylko mała ilość przychodzących na świat dzieci - martwi się posłanka. - Na każdą rodzinę powinna przypadać ponad dwójka dzieci.

- To Pani ze swoją dwójką nie wyrobiła normy.

- Ale może dzieci i wnuki za mnie nadrobią.

Na obciachowych ulotkach

Spikerką Radia Maryja była do roku 2001. Jej głos stał się rozpoznawalny wśród słuchaczy. Ale nie nazwisko, bo zwyczajem radia przedstawiała się po prostu 'Anna'. W styczniu 1995 r. została jednak szefową Stowarzyszenia Rodzin Katolickich diecezji toruńskiej i ta funkcja wprowadziła ją na scenę polityczną.

Karol, dawny uczeń z 'medyka': - Gdy dowiedziałem się, że nasza dawna dyrektorka kandyduje do Sejmu, byłem rozbawiony. Zobaczyłem jej zdjęcie na strasznie obciachowych ulotkach odbitych na ksero, które przykleiła sprzedawczyni na szybie w spożywczaku. Pomyślałem, że z taką kampanią w życiu nie wejdzie do Sejmu. No i się zdziwiłem.

W 1997 r. Stowarzyszenie Rodzin Katolickich było jedną z organizacji w składzie Akcji Wyborczej Solidarność.

- Jak układaliśmy listy wyborcze, pierwsze miejsce przypadło 'Solidarności', następne Porozumieniu Centrum itd. - wspomina Michał Wojtczak, lider listy, ówczesny szef regionalnej 'S', obecnie senator Platformy Obywatelskiej. - Annie Sobeckiej jako prezesce Stowarzyszenia Rodzin Katolickich przypadło szóste miejsce.

Nie miała pieniędzy na kampanię, postawiła na spotkania bezpośrednie. Jeździła od miasteczka do miasteczka w byłym województwie toruńskim, spotykała się z ludźmi głównie na parafiach. Pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyby nie wsparcie o. Rydzyka. Dyrektor i prowadzący audycje raz po raz wymieniali nazwisko Sobeckiej, namawiając słuchaczy, by na nią głosowali.

Z przeszło 11 tys. głosów miała drugi wynik na toruńskiej liście AWS i weszła do Sejmu. Lepszy był tylko Wojtczak, który zdobył 12,2 tys. głosów.

Nie znam problemu, ale chodzi o ośmieszenie Polski

W klubie AWS Sobecka była krótko.

- Nie było między nami żadnej współpracy - opowiada Wojtczak. - Ona odmówiła nawet stworzenia wspólnego biura poselsko-senatorskiego AWS w Toruniu. Nie chciała siedzieć ze mną i senator Alicją Grześkowiak. Mówiła, że mamy inne elektoraty. Przyznawała, że jej elektorat to słuchacze Radia Maryja.

Po dziesięciu miesiącach od wyborów Sobecka wystąpiła z Klubu Parlamentarnego AWS i ogłosiła się posłanką-reprezentantką Stowarzyszenia Rodzin Katolickich.

Wraz z nią odeszło siedmiu posłów, m.in. Halina Nowina-Konopczyna i Witold Tomczak.

- Wyszliśmy, bo AWS nie realizował obietnic wyborczych, jeśli chodzi o moralną odnowę Polski - wyjaśnia Sobecka. Wówczas podawała dziennikarzom jeszcze i taki powód: - Chcemy zaprotestować przeciwko sprzedaniu Stoczni Gdańskiej. Została ona zarżnięta rękami solidarnościowych rządów. To tak, jakby spalić dom rodzinny. Za tym wszystkim stoi obcy, wrogi nam kapitał.

Grupa Nowiny-Konopczyny i Sobeckiej dała się poznać w Sejmie jako grono najzagorzalszych zwolenników ojca Rydzyka. Sobecka stawała w obronie dyrektora radia przy każdej okazji. We wrześniu 1997 r. ksiądz stwierdził na antenie, że posłom, którzy głosowali za liberalizacją ustawy aborcyjnej, powinno się ogolić głowy tak jak prostytutkom sypiającym z Niemcami podczas okupacji. Prokuratura postanowiła go przesłuchać 'w związku z lżeniem najwyższych organów państwa'. Sobecka zainicjowała akcję wysyłania zażaleń na decyzję prokuratury, która prześladuje redemptorystę za przekonania. Wpłynęło 130 tys. takich pism. Sprawę umorzono.

Później broniła też poznańskiego abp. Juliusza Paetza, któremu zarzucono molestowanie seksualne kleryków.

- Nie znam problemu, ale jestem przekonana, że chodzi o ośmieszenie Polski - mówiła wtedy.

Posłanka ujawnia konszachty Clintona z Jelcynem

Zasłynęła w Sejmie także innymi wypowiedziami. Sprzeciwiała się np. naszemu członkostwu w NATO. Wyjaśniała wtedy: - Jestem przeciwna, bo w Szczecinie będą stacjonowały obce wojska dowodzone przez obcego generała. Będzie to Niemiec albo Rosjanin. Gdyby, nie daj Bóg, prowadzone były jakieś działania wojenne, to w Polsce przejmuje władzę zwierzchnik tych wojsk. Polską będzie więc rządził Niemiec albo Rosjanin.

Kolejne jej argumenty:

Pada polski przemysł zbrojeniowy. Mamy zaawansowane technologie, które nie zostaną wykorzystane, bo Zachód ma swoje.

Clinton z Jelcynem podpisali porozumienie o redukcji broni konwencjonalnej w Polsce. Jest to dobitny przykład, że załatwia się sprawy ponad naszymi głowami.

NATO nie jest gwarantem bezpieczeństwa, bo dzieli Polskę na dwie strefy wpływów: do Wisły i za Wisłą.

Dzisiaj Anna Sobecka nie jest już wrogiem NATO: - Ale nie wiem, czy gdyby nam coś groziło, nasi sojusznicy pospieszyliby na ratunek. Naprawdę, nikt nie może mieć takiej pewności.

Skąd się biorą geje

Po godzinie przyjaznej rozmowy wciąż nie dostaliśmy obiecanej herbaty. Kiedy o tym przypominamy, Anna Sobecka lekko się czerwieni: - Przepraszam, mojemu pracownikowi zachorowało dziecko. Kazałam mu jechać do domu. Szukałam, ale nie wiem, gdzie on trzyma herbatę.

Korzystając z sytuacji, przechodzimy do spraw kontrowersyjnych.

- Czy homoseksualizm to choroba? - pytamy.

- Oczywiście, to są nieszczęśliwi, chorzy ludzie. Wyobraźcie sobie rodzinę, w której dziecko nie znajduje miłości. Ojciec pije i bije, a matka w obawie przed mężem pozwala mu na to. Takie dziecko szuka miłości poza domem. Gdy ma pecha, może trafić na innego mężczyznę. I stąd się biorą geje.

Ale z tego można się wyleczyć.

- Tylko że geje w ogromnej większości nie chcą się leczyć.

- Właśnie - martwi się Sobecka. - I na tym między innymi polega moja społeczna praca, żeby dotrzeć do nich z informacją, że mogą. Organizowałam spotkania z Amerykaninem Richardem Cohenem. Kto chciał, ten mógł wysłuchać człowieka, który wyleczył się z homoseksualizmu, teraz ma normalną rodzinę.

- Niektórzy homoseksualiści chcieliby zawierać związki partnerskie, tworzyć rodziny.

- Ja kiedyś o tym nawet rozmawiałam z posłem Pękiem i doszliśmy do wspólnego wniosku, że nawet nie mielibyśmy nic przeciwko temu, gdyby oni wytłumaczyli, jak zamierzają robić dzieci - posłanka znowu pokazuje swoje dołeczki.

Kokietka bez przyjaciół

- Pani Anna potrafi się zachowywać bardzo kokieteryjnie - mówi Jerzy Wenderlich, toruński poseł SLD, który w latach 1997-2001 był przewodniczącym sejmowej komisji kultury i środków przekazu. Działała w niej też Sobecka. - Kiedyś upominała mnie, że jako kobieta pierwsza powinna mieć prawo głosu - wspomina. - Widać też było, że lubi komplementy. Raz w ferworze dyskusji wyznała mi żartem miłość. A kiedyś podsunąłem jej w pociągu tygodnik Urbana. Nie krzywiła się. Sądząc z zaczytania, nie była to dla niej literatura obrzydliwa. Moim zdaniem ona ma ukryty temperament. Wykracza poza surowe ramy swojej formacji. Te jej 'moherowe' zasady są chyba tylko na pokaz.

- Ona nie wykracza poza nic - senator PO Stefan Niesiołowski jak zwykle nie przebiera w słowach. - Ze swoimi poglądami robi wrażenie osoby niezdolnej do samodzielnego myślenia. Zawsze czyta z kartki takim drewnianym głosem, jakby nic z tego nie rozumiała. Zapewne wystąpienia piszą jej ludzie od Rydzyka. To chyba jedyna w Sejmie osoba, którą cieszy się pełnym zaufaniem Rydzyka. A dlaczego on jej ufa? Bo jest tak ograniczona, że nigdy mu się nie zbuntuje! Z żadnego jej wystąpienia nigdy nie było pożytku, to kompletnie zmarnowany mandat, niepotrzebnie zajmuje tu miejsce, marnuje jedzenie i powietrze.

- Nie mam w Sejmie przyjaciół - przyznaje Sobecka.

Walczę o rodzinę, sprzeciwiam się dewiantom

W 2001 r. Sobecka miała początkowo startować z pierwszego miejsca listy Akcji Wyborczej Solidarność Prawicy. Przeciwko decyzji władz krajowych zaprotestowali miejscowi działacze. Michał Wojtczak - wtedy minister w kancelarii premiera Jerzego Buzka - w akcie protestu zrezygnował z kandydowania.

- Nie wyobrażałem sobie, jak można umieścić ją na pierwszym miejscu listy ugrupowania, które zdradziła - tłumaczy.

Ostatecznie Sobecka wystartowała z listy LPR. Miała szczęście. Akcja nie weszła do parlamentu, ona zdobyła 18,5 tys. głosów. To drugi wynik w okręgu. Lepszy okazał się jedynie będący u szczytu popularności Jerzy Wenderlich.

Dziś Sobecka posłuje trzecią kadencję. W ostatnich wyborach - przy bardzo niskiej frekwencji - poparło ją 13,8 tys. osób. W okręgu lepsi byli tylko liderzy list PiS - Antoni Mężydło (16,2 tys.), i PO - Jan Wyrowiński (14,3 tys.).

Jest szefową komisji rodziny i praw Kobiet. I - oczywiście - zdecydowaną przeciwniczką aborcji.

- W każdym przypadku, nawet jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu - zastrzega. - Bo czemu w takiej sytuacji winne jest dziecko?

- A jeśli badania wykażą, że urodzi się kalekie albo w ogóle nie ma szans na przeżycie, a ciąża zagraża matce?

- O! Ja już coś wiem o tych badaniach prenatalnych. Nieraz właśnie one były przyczyną okaleczenia dziecka w łonie.

- Zapłodnienie in vitro?

- Życie to dar boży, niechże tak zostanie. Ile to było takich przypadków, że ludzie biorą dziecko z domu dziecka, a za rok ona w ciąży! Może za dużo w naszym życiu stresu, bieganiny za pieniędzmi, a za mało miłości, modlitwy.

- Modlitwa pomaga w przypadku bezpłodności?

- Oczywiście, że pomaga.

- Jest Pani za karą śmierci?

- Byłam w przypadku tych bestii, które mordują z okrucieństwem. Ale odkąd Jan Paweł Wielki, i zresztą Święty, powiedział, że jest przeciw, ja też jestem przeciw. Ale co mnie tak wypytujecie? Moje poglądy są znane: walczę o rodzinę, sprzeciwiam się dewiantom - pani poseł zachęca nas do przestudiowania jej strony internetowej. - Tam są moje oświadczenia, znajdziecie wszystko.

Blog 'Aby Polska Polską była'

Strona internetowa Anny Sobeckiej wita patriotycznie: 'Aby Polska Polską była'. Chronologicznie umieszczone oświadczenia przypominają internetowy blog. Pisany oficjalnym językiem, ale oddający przemyślenia autorki z okresu służby państwowej, jej emocje i poglądy. Każdy wpis zaczyna się od: 'W związku z...', ulubione słowo autorki to 'stanowczo'.

W roku 2003, roku referendum unijnego, Sobecka pisze, dlaczego 'stanowczo' sprzeciwia się wejściu Polski do Unii: 'To sztuczny, skompromitowany, zbiurokratyzowany, totalitarny system. Docelowo będzie tylko jeden rząd w Brukseli, a tym samym Polska straci suwerenność. Po wejściu do UE 90 procent gospodarstw rolnych zostanie zlikwidowanych, skutkiem czego przybędzie dodatkowo 3 mln bezrobotnych'. W tym samym roku Rada Programowa TVP uznała, że w programach należy podejmować problemy mniejszości seksualnych. Sobecka: 'Stanowczy sprzeciw'. Takie programy narażają młodzież na 'błędne koncepcje płciowości i małżeństwa'.

Gdy szef Unii Wolności Władysław Frasyniuk krytykuje Telewizję Trwam, posłanka lituje się nad dawnym działaczem podziemia: 'Szkoda, że nie poszedł pierwotnie obraną drogą dla dobra Polski i Narodu'.

W roku 2004 'stanowczo' dokłada feministkom: 'Feministki zamiast włączyć się w odbudowę Ojczyzny na bazie troski o rodzinę, zajmują się tzw. walką o wolność do zabijania dzieci. I tak zamiast oczekiwanej odpowiedzialności mamy egoizm, zamiast miłości matczynej mamy śmierć, a życie jest wartością bezcenną i nikt nie ma prawa go pozbawiać.

Dostaje się też 'Gazecie': W ubiegłym roku w TVP 1 wystąpił Krystian Legierski, ciemnoskóry działacz partii Zielonych i stowarzyszenia Lambda. Powiedział, że w różnych kulturach różnie określa się początek życia. Są takie, gdzie jest to pierwszy oddech. Zbulwersowana zaatakowała Legierskiego z sejmowej trybuny: 'Osoba będąca obywatelem polskim, ale przynajmniej w połowie niebędąca narodowości polskiej i wyznająca pogląd daleki od chrześcijańskiego systemu wartości rozpowszechniała ideę nieograniczonej wolności do aborcji'.

'Gazeta' zarzuciła Sobeckiej, że jej wypowiedź ma charakter rasistowski.

Sobecka odpowiedziała w blogu: 'Nie jest tajemnicą, że wymieniona gazeta nieustannie promuje gejów i lesbijki, a dyskredytuje, kompromituje i ośmiesza ludzi mojej formacji. Nigdy nie byłam i nie będę rasistką'.

Na dowód posłanka przypomniała o zorganizowanej przez siebie konferencji z udziałem przedstawiciela obcej kultury, czyli 'z udziałem Pana Richarda Cohena, amerykańskiego Żyda nawróconego na katolicyzm i wyleczonego z homoseksualizmu. Bardzo żałuję, że redaktorzy »Gazety Wyborczej « nie uczestniczyli w tych konferencjach, bo mogliby skorzystać z doświadczeń różnych ludzi i kultur, a wygląda na to, że tkwią w zadufaniu i swojej fobii'.

Z żołnierza mistrz patelni

Choć ostatecznie dała się wciągnąć w rozmowę o polityce, o dwóch rzeczach Anna Sobecka nie chciała rozmawiać - o planach wobec urzędu Rzecznika Praw Dziecka i o swoich dzieciach. Dowiedzieliśmy się tyle, że 28-letni Tomasz, tata Mateuszka, jest prawnikiem. Rok starsza Justyna, socjolog, pracuje i mieszka z rodzicami. Wspólnym gospodarstwem - stumetrowym mieszkaniem w bloku - zajmuje się mąż posłanki. Nauczył się gotować, jest - jak mówi posłanka - mistrzem patelni.

- To feministyczny model rodziny - zauważamy. - Dla Pani polityka i kariera, a mąż w kuchni, przy garach.

- Co wy gadacie? - oburza się. - Żeby wymieniać się rolami w domu wystarczy prawdziwa miłość między małżonkami.

Nauka społeczna o. Rydzyka

Pozycja Anny Sobeckiej w LPR jest silna jak nigdy dotąd. Odkąd ojciec Rydzyk postawił na PiS, jest ostatnią posłanką Ligi, która ma łatwy dostęp do dyrektora Radia Maryja. Jej ewentualne przejście do partii Kaczyńskich byłoby polityczną stratą dla Romana Giertycha.

W Toruniu jest kobietą instytucją. W 2004 r., startując z listy LPR do Parlamentu Europejskiego, zdobyła największą liczbę głosów w Kujawsko-Pomorskiem - 36,6 tys. Nie została eurodeputowaną, bo cała lista LPR miała znacznie mniejsze poparcie niż PO i mandat otrzymał Tadeusz Zwiefka z Platformy.

- Przejdzie Pani do PiS? - pytamy wprost. - W Pani biurze, przed budynkiem, nie ma ani jednego logo LPR. Może już jest Pani posłem niezależnym?

- Zgadzam się z programem Ligi - zaczyna z namysłem Sobecka. - Ale od kampanii wyborczej PiS przejął sporo z naszego programu i teraz jesteśmy koalicjantami. Wyznaję zasadę, że trzeba być wiernym sobie. A mój program wynika z nauki społecznej Kościoła.

- Z nauki ojca Rydzyka czy arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, który uważa, że Radio Maryja to nie jest katolicka rozgłośnia?

- Kościół jest jeden, a ja wypowiedzi biskupów nie komentuję - ucina posłanka.

Do usłyszenia w Radiu Maryja

W oficjalnych rozmowach partyjni koledzy Sobeckiej nie szczędzą jej komplementów.

- To wybitna postać w środowisku katolicko-narodowym, właściwie najważniejszy symbol tych środowisk - zachwala Robert Strąk, pomorski poseł LPR. - Bardzo dobry kandydat na rzecznika praw dziecka. Dostała się do Sejmu trzeci raz, co świadczy o dużym poparciu społecznym i jej zręczności. To zrozumiałe, że jest blisko o. Rydzyka, bo pochodzi z Torunia. Ona nie wykorzystuje jednak Kościoła do swoich celów, ona broni Kościół przed atakami. To jest łagodna i dobra osoba. Być może budzi kontrowersje, ale każdy polityk ma zwolenników i przeciwników.

Nieoficjalnie politycy LPR mówią: - Sobecka jest w Lidze tylko jedną nogą, ale nawet jak przejdzie do Kaczyńskiego, to też nie będzie prawdziwym członkiem PiS. Tak naprawdę ona jest posłem Tadeusza Rydzyka.

Żegnamy się gabinecie, pani poseł nie odprowadzi nas do wyjścia, bo - jak przyznaje - boi się, że fotoreporter zrobi jej zdjęcie. A ona zgodziła się wyłącznie na pozowanie zza biurka - od pasa w górę.


- Kiedy znowu usłyszymy Panią w Radiu Maryja?

- Chciałabym jak najszybciej. Jest kłopot, bo jeśli chodzi o polityków, to terminy są już pozajmowane do końca roku. Ale wierzę, że ojciec dyrektor gdzieś mnie wciśnie.

źródło:http://www.gazeta.pl
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
wpadnij jeszcze tutaj!
drukuj
wracam do głównej
zamykam