---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
wracam do głównej
Radio Maryja - Spółka z nieograniczoną bezkarnością ma Giełdzie!



O. Jan Król to główny dziennikarz polityczny toruńskiego radia i TV Trwam. Prowadzi audycje z udziałem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premiera i goszczących w Toruniu ministrów. Jego sukcesem było "parafowanie" paktu stabilizacyjnego wyłącznie przed kamerami toruńskiej telewizji.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
źródło:http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3268630.html


Przyboczny Rydzyka stracił na giełdzie miliony


Marcin Kowalski, Piotr Głuchowski 08-04-2006, ostatnia aktualizacja 08-04-2006 13:53

Co się stało z częścią świadectw udziałowych NFI, które Radio Maryja zbierało na ratowanie Stoczni Gdańskiej?


Pełnomocnik księdza Króla przynosił kilogramy świadectw w torbach turystycznych - wspomina pracownik nieistniejącego już biura maklerskiego Eastbrokers (Global Capital Partners). - Świadectw było około pół miliona. Na niektórych widniały ręczne dopiski "Dar dla Radia Maryja".

Ks. Jan Król to główny dziennikarz polityczny toruńskiego radia i TV Trwam. Prowadzi audycje z udziałem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, premiera i goszczących w Toruniu ministrów. Jego sukcesem było "parafowanie" paktu stabilizacyjnego wyłącznie przed kamerami toruńskiej telewizji.

Ks. Król jest też kasjerem Radia Maryja, współwłaścicielem TV Trwam, kwestorem toruńskiej uczelni o. Rydzyka i właścicielem 25 proc. akcji giełdowej spółki ESPEBEPE.

To jemu o. Rydzyk przekazał świadectwa NFI zebrane w latach 1997-98 od słuchaczy na ratowanie Stoczni Gdańskiej. Ile ich było - zakonnicy nie ujawnili. Według naszych informacji - od 600 tys. do miliona. Cena jednego wahała się między 60 a 160 zł.

Część świadectw ks. Król zamienił na akcje NFI. W transakcji pośredniczyło małe warszawskie biuro Eastbrokers z ul. Solec. Ks. Król nie zaglądał tam osobiście. Działał przez pełnomocnika - inżyniera Aleksandra R.

Były pracownik Eastbrokers wspomina, że inżynier podpisywał wszystkie zlecenia od księdza. W latach 1998-

-99 Aleksander R. obracał w jego imieniu wielkimi pakietami akcji.

Ks. Król był wczoraj dla nas nieuchwytny. Inżynier zaś odmówił odpowiedzi na pytanie, skąd pochodziły pieniądze na tamte transakcje. - Pierwsze słyszę, że pan Król jest z tego radia i że jest księdzem - mówi Aleksander R. - Zawsze gdy się widywaliśmy, był po cywilnemu. Skąd pochodziły świadectwa - nawet gdybym wiedział, bym nie zdradził.

Były pracownik biura maklerskiego: - Jan Król i jego pełnomocnik kupowali spółki, o których można było przeczytać w gazetach, że dobrze rokują. Nie mieli wielkich zysków. Aż pewnego dnia pan R. przyszedł z nowym pomysłem - ESPEBEPE.

Szczecińskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego trafiło na giełdę w 1994 r. Akcje kosztowały zrazu ponad 30 zł, potem taniały. W latach 1999-2000 płacono za jedną między 3 a 10 zł, co oznaczało, że spółkę można było przejąć za 5-15 mln zł.

Ale ESPEBEPE było i jest właścicielem terenów w Szczecinie (np. przy wylotówce na Warszawę - ul. Strugi) i w Świnoujściu. Ich wartość to co najmniej 50 mln. Do tego spółka ma warte kolejne miliony udziały w firmach zależnych.

Od 1999 r. Aleksander R. za pośrednictwem Eastbrokers masowo skupował akcje ESPEBEPE - na siebie i ks. Króla. Wielkie zakupy podbiły kurs o kilkaset procent. Inżynier, aby kupować dalej, podparł się kilkumilionowym kredytem inwestycyjnym.

W 2001 r. roku Jan Król ma już 25 proc. ESPEBEPE, zaś Aleksander R. - 9 proc. Obaj zyskują bezwzględną większość na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Inżynier zostaje szefem rady nadzorczej.

A spółka tonie. Gigant, który zatrudniał kilka tysięcy ludzi i budował autostradę w Czechach, staje się bankrutem. Rosną długi, pracownicy nie dostają pensji. W trakcie 2001 r. cena akcji spada trzydziestokrotnie: z 9 zł w marcu do 37 groszy w grudniu. W maju 2002 sąd ogłasza upadłość. Zdaniem Aleksandra R. pochopnie. - Firma była do uratowania, ale załatwiła ją rządząca lewica z powodów politycznych - mówi tajemniczo.

Władzę nad ESPEBEPE przejmuje syndyk. Ks. Król i jego pełnomocnik tracą zainwestowane pieniądze i nadzieje na sprzedaż terenów. Traci ważność m.in. sporządzona już umowa wstępna na sprzedaż działki przy ul. Strugi, za którą kupiec miał dać 30 mln zł. Akcji ESPEBEPE też nie można sprzedać, bo wycofano je z notowań giełdowych.

Ks. Król i Aleksander R. zostają z niespłaconą czteromilionową pożyczką bankową - zastawem pod nią są weksle. Wykupuje je za 2 mln zł Warszawska Prowincja Redemptorystów, spłacając część pożyczki. Pieniądze pochodzą z konta Radia Maryja.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
źródło:http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3271263.html


Giełdowe gry Radia Maryja


Marcin Kowalski, Piotr Głuchowski 10-04-2006, ostatnia aktualizacja 09-04-2006 20:51

Czy minister Ziobro zleci prokuraturze docieczenie, co właściwie stało się z pieniędzmi zebranymi przez Radio Maryja na Stocznię Gdańską?


O. Tadeusz Rydzyk zbierał pieniądze i świadectwa udziałowe NFI „na wykupienie kolebki »Solidarności «” w latach 1997-98. Zbiórkę prowadzono bez zezwolenia MSWiA (rządziła wtedy AWS), nigdy nie została rozliczona. Według różnych źródeł na konto i adres toruńskiej stacji wpłynęło od kilkudziesięciu milionów złotych do ponad 100 mln dolarów oraz od 600 tys. do 1 mln świadectw NFI.

Nic nie trafiło do Stoczni. Ks. Rydzyk nie zdradził, co zrobił z pieniędzmi. - Wytoczcie mi proces - odpowiadał tym, którzy pytali go o stoczniową kasę.

Kilka osób, m.in. stoczniowców, próbowało drogi procesowej. Ale toruńska prokuratura odmawiała wszczęcia dochodzenia, nie dopatrując się przestępstwa z różnych, najczęściej formalnych powodów.

W ostatnią sobotę "Gazeta" ujawniła losy części zebranych od słuchaczy świadectw NFI. Ks. Rydzyk przekazał je współbratu - o. Janowi Królowi. Ks. Król zaangażował pełnomocnika, który miał korzystnie zamienić kwity na pieniądze.

Były prezes firmy konsultingowej i wykładowca w Nigerii inż. Aleksander R. całymi torbami dostarczał papiery NFI - często opisane "dar dla Radia Maryja" - do małego warszawskiego biura maklerskiego Eastbrokers. Maklerzy zamieniali je na akcje, którymi o. Król i jego pełnomocnik dalej obracali - bez wielkiego powodzenia.

Ich najbardziej spektakularną wpadką była inwestycja w szczecińską spółkę ESPEBEPE. Ks. Król i Aleksander R. kupili w sumie 34 proc. firmy. Stracili wszystko. Po ogłoszeniu upadłości spółka została wycofana z giełdy.

Wczoraj w Radiu ZET politycy mówili, że zmarnotrawieniem pieniędzy z publicznej zbiórki powinien zająć się prokurator generalny minister Ziobro. Ale i powątpiewali, że tak się stanie.

- Istnieje w Polsce strach organów ścigania przed badaniem legalności działania potężnej instytucji, jaką jest koncern o. Tadeusza Rydzyka - mówił Jan Rokita. - Minister Ziobro stoi przed bardzo trudnym dylematem: po jednej stronie jest uczciwość, a po drugiej - skrajna polityczna lojalność wobec swoich zauszników i popleczników z Torunia.

Ziobro już raz - w rozmowie z "Gazetą" pod koniec lutego - powiedział o radiowej zbiórce na Stocznię: - Nie zamierzam wznawiać śledztwa w sprawie, którą prokuratura już kilkakrotnie badała i nie dopatrzyła się przestępstwa.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

źródło:http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3271419.html

Redemptoryści potwierdzają doniesienia "GW"


Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski 10-04-2006, ostatnia aktualizacja 10-04-2006 08:58

Redemptoryści potwierdzają: pieniądze ze świadectw NFI zbieranych przez Radio Maryja na ratowanie Stoczni Gdańskiej zostały utopione na giełdzie. Opozycja domaga się śledztwa od ministra Ziobro.


W głównym sobotnim wydaniu dziennika TV Trwam i w Radiu Maryja spiker odczytał komunikat, który miał podważyć to, co ujawniliśmy w sobotę: „ »Gazeta Wyborcza « zamieszcza artykuł pod tytułem »Przyboczny Rydzyka stracił na giełdzie miliony «. Otóż informacja ta w sposób sensacyjny prezentuje treści, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością i są nieprawdziwe”.

Jednak później punkt po punkcie komunikat potwierdził nasze ustalenia:

"Rzeczywiście Warszawska Prowincja Redemptorystów pozyskała świadectwa NFI, (...) podjęto decyzję o ich dematerializacji, a to można było uczynić poprzez otwarcie rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim (...).

Przy dokonaniu operacji korzystano z pomocy osób trzecich, których wiedza i kompetencja nie budziła zastrzeżeń. Nasi doradcy proponowali nam, być może cynicznie, że warto kupić akcje spółek giełdowych. Wybrano spółkę ESPEBEPE (...). Daliśmy się przekonać i zezwoliliśmy na zakup. Spółka okazała się dziwną inwestycją. To, co się stało, do tej pory jest zagadkowe. Znakomita spółka, zatrudniająca bardzo dużo pracowników, rzetelnie wykonujących swoje powinności, ogłosiła upadłość. Pracę stracili niewinni ludzie, a pieniądze ogromna rzesza akcjonariuszy".

Jak podaliśmy w sobotę, największym akcjonariuszem ESPEBEPE jest o. Jan Król, prawa ręka ks. Tadeusza Rydzyka, główny dziennikarz polityczny Radia Maryja i TV Trwam. Za pieniądze z darowizn na stocznię on i jego pełnomocnik inżynier Aleksander R. kupili 34 proc. akcji ESPEBEPE i przejęli władzę w spółce. Potem firma zbankrutowała. Akcje, które o. Król kupował po 3-9 zł, staniały do kilkudziesięciu groszy i dziś nie można ich sprzedać.

W oświadczeniu redemptoryści zapewniają, że zwrócą się do "organów ścigania", by zbadały, czy za bankructwem ESPEBEPE nie stoi czyjaś przestępcza działalność.

- Organy winny zbadać, czy nie popełniono przestępstwa podatkowego przy przekazaniu pieniędzy z publicznej zbiórki NFI na prywatny rachunek inwestycyjny ks. Króla - mówi Adam Ruciński, doradca inwestycyjny z warszawskiej kancelarii Ruciński i Wspólnicy. - Prawo zabrania przekazywania papierów wartościowych o dużej wartości bez podatku. Musi być umowa, trzeba zapłacić m.in. podatek od darowizny. Kolejna kwestia to etyka inwestora. Niepojęte jest, by zebranymi publicznie pieniędzmi grać na giełdzie. Pieniądze ze zbiórek inwestuje się w papiery bezpieczne, np. obligacje. Ich wzrost jest mniejszy, ale pewny. Tego wymaga elementarna uczciwość. Giełda to inwestycja agresywna, a na duże ryzyko nie można narażać darczyńców. Postępowanie o. Króla świadczy o tym, że miał złych doradców albo w ogóle ich nie miał.

O śledztwo w sprawie finansów o. Rydzyka zaapelował wczoraj w porannej audycji Radia ZET lider PO Jan Rokita: - Ta sprawa dzisiaj jest miarą wiarygodności intencji Zbigniewa Ziobro, prokuratora generalnego. To sprawdzian, papierek lakmusowy.

Przemysław Gosiewski, szef klubu PiS, bagatelizował w audycji naszą publikację: - To artykuł podający informacje ogólnikowe. Czekam na wyjaśnienie ojców redemptorystów.

Replikował Wojciech Olejniczak, szef SLD: - Z artykułu wynika jednoznacznie, że było łamane prawo. PiS powinno jasno powiedzieć: "Tak, wyjaśnimy tę sprawę do końca przy pomocy prokuratury". A wy kluczycie, mówicie: niech coś o. Rydzyk powie.

O. Rydzyk nie dał na siebie czekać. Po południu połączył się telefonicznie z TV Trwam: "Dużo dobra się dzieje, Zły nie cieszy się z tego. Stąd te ataki na radio. I będą kolejne ataki".

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

źródło:http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,3269703.html

Radio Maryja odpowiada ws. świadectw NFI

Warszawska Prowincja Redemptorystów "pozyskała" świadectwa udziałowe NFI i zamieniała je na akcje giełdowej spółki ESPEBEPE - wynika z komunikatu odczytanego w sobotę na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam.


Była to reakcja na artykuł "Przyboczny Rydzyka stracił na giełdzie miliony" opublikowany w sobotniej "Gazecie Wyborczej". W komunikacie podkreślono, że informacje gazety "niewiele mają wspólnego z rzeczywistością i są nieprawdziwe". Nie podano jednak ile świadectw zamieniono i ile akcji otrzymano.

"Rzeczywiście Warszawska Prowincja Redemptorystów (właściciel Radia Maryja - PAP) pozyskała świadectwa NFI, jeśli pamięć nas nie myli, o wartości nominalnej około 15 złotych. W pewnym momencie podjęto decyzję o ich dematerializacji, a to można było uczynić poprzez otwarcie rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim, tak też uczyniono" - napisano w komunikacie, pod którym nikt się nie podpisał.

Przyznano też, że przy dokonaniu operacji korzystano z pomocy osób trzecich, których wiedza i kompetencja nie budziła zastrzeżeń.

"Nasi doradcy proponowali nam, być może cynicznie, że warto kupić akcje takich spółek giełdowych, które są nabywane przez banki czy środowiska finansowe. Wybrano spółkę ESPEBEPE, m.in. dlatego, że znaczącym inwestorem w akcje tej spółki była grupa kapitałowa bardzo dynamicznie rozwijającego się banku, a także osoby uchodzące za zawiadujące finansami potężnej grupy. Daliśmy się przekonać i zezwoliliśmy na zakup" - podkreślono.

Wskazano, że spółka okazała się "dziwną inwestycją". "To co się stało do tej pory jest zagadkowe. Znakomita spółka, zatrudniająca bardzo dużo pracowników, rzetelnie wykonujących swoje powinności ogłosiła upadłość. Pracę stracili niewinni ludzie, a pieniądze ogromna rzesza akcjonariuszy" - dodano.

"Nie pogodziliśmy się z tą sytuacją. Powierzyliśmy zbadanie tej sprawy adwokatom (...) Nasi adwokaci rozpoczęli przygotowywanie oficjalnego zawiadomienia o przestępstwie do organów ścigania. W tym celu, m.in. nawiązali kontakt, na razie werbalny, z organami ścigania" - zakomunikowano.

W komunikacie wyrażono też nadzieję, że upublicznienie sprawy przez +GW+ "przed rozpoczęciem aktywności przez organy ścigania, nie zaszkodzi do dochodzeniu prawdy".

Dziennikarze "GW" napisali, że "kasjer Radia Maryja" o. Jan Król za pośrednictwem pełnomocnika Aleksandra R. zainwestował świadectwa udziałowe NFI, przekazane przez słuchaczy w latach 1997-98 na ratowanie Stoczni Gdańskiej, w giełdową spółkę ESPEBEPE ze Szczecina, której upadłość ogłoszono w 2002 r.

Według "GW" akcje Radio Maryja zgromadziło od 600 tysięcy do miliona świadectw, których cena jednostkowa wahała od 60 do 160 zł. Część z nich zamieniono na akcje szczecińskiej spółki. Po jej upadłości o. Król i jego pełnomocnik Aleksander R. zostali z niespłaconą czteromilionową pożyczką bankową, pod której zastawem były weksle. Miała je wykupić za 2 mln zł, pochodzące z konta rozgłośni, Warszawska Prowincja Redemptorystów, spłacając część pożyczki.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

źródło:http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3271267.html

Treść komunikatu Radia Maryja
* 10-04-2006, ostatnia aktualizacja 09-04-2006 20:53

Komunikat odczytywany w sobotnich serwisach informacyjnych w Radiu Maryja i TV Trwam jako informacja własna redakcji Radia Maryja


"Gazeta Wyborcza" z 8-9 kwietnia 2006 r. zamieszcza artykuł pod tytułem "Przyboczny Rydzyka stracił na giełdzie miliony". Otóż informacja ta w sposób sensacyjny prezentuje treści, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością i są nieprawdziwe.

Rzeczywiście, warszawska prowincja redemptorystów pozyskała świadectwa udziałowe Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, jeśli pamięć nas nie myli, o wartości nominalnej około 15 zł. W pewnym momencie podjęto decyzję o ich dematerializacji, a to można było uczynić poprzez otwarcie rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim. Tak też uczyniono.

Faktycznie korzystano z pomocy osób trzecich, co do których wiedzy, kompetencji i uczciwości nie mieliśmy zastrzeżeń. Osoby te przekazały nam informacje, że jeżeli pieniądze pochodzące ze zmiany świadectw na gotówkę nie muszą być wydane, to konkurencyjną ofertą w sensie pozytywnym jest propagowany w owym czasie zakup papierów wartościowych w postaci akcji notowanych na giełdzie.

W tym okresie również "Gazeta Wyborcza" promowała te formy oszczędzania i przyrostu wartości pieniądza. Sugerowano nam i doradzano, by rzeczywiście zakupić akcje spółki giełdowej. Tak też się stało. Nasi doradcy proponowali nam - być może cynicznie - że warto kupić akcje takich spółek giełdowych, które są nabywane przez banki czy środowiska finansowe.

Wybrano spółkę Espebepe, m.in. dlatego, że znaczącym inwestorem w akcje tej spółki była grupa kapitałowa bardzo dynamicznie rozwijającego się banku, a także osoby uchodzące za zawiadujące finansami potężnej grupy, niekarane sądownie, mające w miejscach zamieszkania dobre opinie, uznawane w środowiskach ludzi biznesu za wiarygodne. Daliśmy się przekonać i zezwoliliśmy na zakup.

Niestety, bardzo bogata spółka, mająca bardzo dużo dobrych nieruchomości przewyższających swoją wartością giełdową wartość kapitału akcyjnego, okazała się niedobrą inwestycją. To, co się stało, do tej pory jest zagadkowe. Znakomita spółka, zatrudniająca bardzo dużo pracowników rzetelnie wykonujących swoje powinności, ogłosiła upadłość. Pracę stracili niewinni ludzie, a pieniądze - ogromna liczba akcjonariuszy.

Nie pogodziliśmy się z tą sytuacją. Powierzyliśmy zbadanie tej sprawy adwokatom. Niestety, mającym z natury rzeczy bardzo ograniczony dostęp do dowodów w tej sprawie. Stąd długotrwałość badania i kwerendy dowodowej.

Właśnie niedawno nasi adwokaci zakomunikowali nam, że aktualnie jest stworzony klimat w Polsce i będzie można pokusić się o szczegółowe wyjaśnienie tych wielu zagadek. Czy przypadkiem działania przestępcze nie legły u podstaw upadłości tej spółki. W szczególności trzeba będzie zbadać, jak to się stało, że atrakcyjne składniki majątkowe na niekorzystnych warunkach opuściły spółkę.

Nasi adwokaci rozpoczęli przygotowywanie oficjalnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa do organów ścigania. W tym celu m.in. nawiązali kontakt, na razie werbalny, z organami ścigania.

Mamy nadzieję, że zbyt wczesne upublicznienie sprawy przez "Gazetę Wyborczą" przed rozpoczęciem aktywności organów ścigania nie zaszkodzi dochodzeniu prawdy materialnej, albowiem sprzyja uruchomieniu tych osób i tych środowisk, które były kreatorami tej upadłości. Nie chcemy przez to powiedzieć, że "Gazeta Wyborcza" pozyskała informacje z kancelarii naszych adwokatów lub osób, z którymi się oni spotykali, by zabezpieczyć dowody w sprawie, i przedwcześnie je ujawniła. Choć niektórzy i takie wnioski mogą wyciągać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
wpadnij jeszcze tutaj!
drukuj
wracam do głównej
zamykam