wracam do głównej
o. Michał Ap
Auto ministra dla Ojca Dyrektora!


Warszawska prokuratura odmówiła ścigania karnego dziennikarzy - czego chcieli świętobliwie oburzeni i nawiedzeni a inspirowani z radia Maryja eurodeputowani wybrani z listy LPR.

W lutym "Fakt" opisał, jak jego dziennikarz - podając się za asystenta dyrektora radia Maryja redemptorysty Tadeusza Rydzyka - poprosił telefonicznie ministra (z bożej łaski) Jurgiela o użyczenie duchownemu samochodu, gdyż jego samochód "zepsuł się". Minister zgodził się i wysłał służbowe auto na wskazane miejsce w Warszawie. Premier Kazimierz Marcinkiewicz upomniał ministra i przeprosił wszystkich Polaków za to, że (mało inteligentny, czyli rozgarnięty) minister poddał się prowokacji.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie – wbrew sugestiom redemptorysty Piotra Andrukiewicza głoszonym wszem i wobec w radio Maryja - powiedział, że powodem odmowy wszczęcia śledztwa jest "brak ustawowych znamion czynu zabronionego". Ta prowokacja dziennikarska nie wyczerpała znamion żadnego przestępstwa - dodał. Poza brewiarzem i prawem kanonicznym zalecam zatem radiu Maryja lekturę kodeksu wykroczeń i kodeksu karnego.

Art. 226 kodeksu karnego, stanowi, że: "Kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Prokurator wyjaśnił, że odpowiedzialność karna za taki czyn wiąże się "z wypowiedzią w postaci obelgi, epitetów, obelżywych gestów lub z innymi zachowaniami, które kulturowo i według przyjętych ocen społecznych stanowią wyraz pogardy dla innego człowieka". Powyższe zdarzenie takich zachowań nie zawierało - podkreślił. Dodał, że nie można mówić nawet o zamiarze zniewagi.

Ponadto prokuratura przypomniała, że znieważenie funkcjonariusza publicznego musi się wiązać z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych. Użyczenie przez ministra samochodu osobie prywatnej wykracza poza te obowiązki.

Decyzja jest nieprawomocna. Minister Jurgiel, któremu w postępowaniu formalnie nadano status pokrzywdzonego, może się od niej odwołać do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie – co jednak jest mało prawdopodobne, chyba że zrobi to na polecenie. Nie mogą się odwołać – oświętobliwa zgrozo – radiomaryjni pieniacy i skompromitowani tym samym autorzy zawiadomienia, gdyż nie byli oni stronami w tym postępowaniu.

Przypominam, że z wnioskiem o wszczęcie postępowania wystąpili porąbani jak sucha sosna na opał eurodeputowani wybrani z list LPR: Urszula Krupa, Bogdan Pęk, Bogusław Rogalski i Witold Tomczak. Uważali oni, że gazeta znieważyła ministra jako funkcjonariusza publicznego. Czas zatem aby w ramach diet poselskich zafundowali sobie kilka, oczywiście płatnych, wykładów z zakresu prawa i nie kompromitowali siebie i swoich wyborców.

"Istniejące przepisy prawne dają podstawę do stanowczej reakcji wymiaru sprawiedliwości, jednak nie są one wykorzystywane. Prowadzi to do gwałtownej erozji autorytetu państwa i osłabienia kluczowych urzędów oraz bezkarnego atakowania instytucji publicznych. Nie da się odbudować państwa bez racjonalnej ochrony rządu i instytucji państwowych" - napisali w swym doniesieniu. Kazus Wielebnego Rydzyka stanowić oczywiście może podstawę do zmiany prawa. Trzeba chronić autorytety skoro one same nie potrafią.

o. Michał Ap na podstawie PAP

wpadnij jeszcze tutaj!

 

------------------------------------------------------------------------------------------------
drukuj
wracam do głównej
zamykam